MKTG NaM - pasek na kartach artykułów

„Zwali tego bałwana marzanną”. Bez jej utopienia wiosna nie nadejdzie. Trzeba jednak uważać, bo można zapłacić mandat

Bogdan Nowak
Bogdan Nowak
Bogdan Nowak
Jedna z najciekawszych i już legendarnych, marzannowych historii związana jest... z Automobilklubem Chełmskim (w jego skład wchodzą także mieszkańcy innych miast). W 2007 r. napisali oni list do Romana Giertycha, ówczesnego ministra edukacji narodowej.

Apelowali w nim o wprowadzenie zakazu topienia marzanny przez polskich uczniów. Argumentowali, iż ów zwyczaj źle wpływa na psychikę uczniów, bo propaguje przemoc. Może on także podobno doprowadzić dzieci i młodzież do przekonania, iż najprostszą i najskuteczniejszą metodą osiągnięcia celu jest fizyczna likwidacja przeszkody.

Happening i reakcja

„Wyobraźmy sobie, że uczeń ma same jedynki z matematyki czy chemii. Może dojść do wniosku, że rozwiązaniem problemu jest utopienie nauczycielki” – czytamy w tym liście.

Dlaczego apel napisano? Był to według autorów listu rodzaj happeningu oraz... reakcji na nieustanne mówienie w mediach o szkolnych mundurkach oraz o tym czy są potrzebne. Tym także intensywnie zajmował się rząd RP. Tymczasem w kraju nawarstwiło się wiele spraw, którymi należało się zająć np. ogromne bezrobocie oraz masowa emigracja młodych ludzi do Niemiec czy Anglii.

Autorzy listu próbowali w ten przewrotny sposób zwrócić na to uwagę. To się udało. O apelu długo i obszernie mówiły ogólnopolskie media. Dyskutowano o nim także na forach internetowych.

Przy okazji przypomniano także o marzannowych tradycjach. Bo w naszym kraju są one bogate.

Przy obrzędowych pieśniach

Obrzęd topienia marzanny jest jednak w naszym kraju bardzo stary. Wywodzi się jeszcze z czasów pogańskich. Jak taka ceremonia kiedyś wyglądała? Marzannę nosiły dziewczęta (np. na kiju): od gospodarstwa do gospodarstwa. W każdym z nich była pochylana w głębokim ukłonie.

Miało to znaczenie. W ten sposób kukła symbolicznie oczyszczała gospodarstwa z kłopotów, chorób i nieszczęść, biorąc je niejako na siebie. Przy takiej ceremonii zawsze śpiewano obrzędowe pieśni. Następnie marzannę wynoszona na pola, poza wsią.

W poście topili bałwana

Tak o tym pisał w XVI w. Joachim Bielski, sekretarz królewski, poeta i historyk: „W poście topili bałwana, jeden ubrawszy snop konopi, albo słomy, w odzienie człowiecze, który wszystka wieś prowadziła, gdzie najbliżej było jakie jeziorko, albo kałuża, tam zerwawszy z niego odzienie wrzucali do wody śpiewając: śmierć się wije u płotu, szukając kłopotu”.

Potem uczestnicy takiej ceremonii szybko wracali do swoich domów. Ważne było, aby żaden z nich nie obejrzał się za siebie, bo marzanna mogła wówczas zemścić się, a nawet kogoś uśmiercić.

„Zwali tego bałwana marzanną” – dodał Bielski, rozwiewając w ten sposób wszelkie wątpliwości (niektórzy mogliby bowiem uznać, że ów bałwan to kilka śnieżnych kul z nosem z marchewki).

Na nowych zasadach

Zniszczenie kukły przedstawiającej zimę oraz jednocześnie śmierć, miało niejako automatycznie sprowadzić wiosnę. Ceremonia była skuteczna. Nigdy nie zdarzyło się, żeby po jej zorganizowaniu wyczekiwana wiosna (prędzej czy później) nie nadeszła.

W czasach PRL-u ten obrzęd traktowano już tylko jako zabawę. Masowo uczestniczyli w niej uczniowie zamojskich szkół i przedszkoli. Teraz uśmiercanie marzanny odbywa się chyba rzadziej i na nowych zasadach.

Bo topienie marzanny może się bez przeszkód odbywać, pod warunkiem, że będzie ona wykonana wyłącznie z materiałów biodegradowalnych np. ze słomy. Jeśli jednak do jej „budowy” zostały użyte plastikowe butelki, jakieś ubrania, a na jej nogi włożono np. buty (bo i takie przypadki się zdarzały) – to taka kukła nie może trafić do rzeki czy stawu. Bo go zanieczyści. Za taki czyn można zostać ukaranym mandatem.

Zabierz kukłę

Oczywiście, niewskazane jest także „palenie kukły”, bo może nią nieopatrznie podpalić całą okolicę. Wszystko powinno się zatem odbywać rozsądnie, ekologicznie i z zachowaniem zasad bezpieczeństwa. Także mało ekologiczne marzanny można czasami topić w rzece czy stawie, ale pod warunkiem, ze się je potem wyciągnie z wody i zabierze ze sobą (a potem wrzuci np. do śmietnika).

od 7 lat
Wideo

Dr hab. n. med. Jakub Żołnierek - Debata, nowotwory męskie

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na zamosc.naszemiasto.pl Nasze Miasto