Zachwycający Zwierzyniec. Niestety nie wszystkie domy nadal mają charakter reprezentacyjny

Bogdan Nowak
Bogdan Nowak
Plenipotentówka w Zwierzyńcu
Plenipotentówka w Zwierzyńcu Bogdan Nowak
Udostępnij:
"Lasy zwierzynieckie i wielki staw z kościółkiem na wyspie, park, resursa, schludne, często wytworne dworki urzędników ordynackich nie nastręczały okazji do poufalenia się z folklorem, egzotyką czy brudem" – czytamy we wspomnieniach Marii Kuncewiczowej, zamieszczonych w książce pt. Fantomy. "Osada polska, gdzie po ulewie nie zaznało się błota, bo po obu stronach szosy biegły drewniane chodniki, a ścieżki w ogrodach były grubo żwirowane".

W całym, ordynackim Zwierzyńcu można było także zobaczyć – tuż przed ścianą lasu, który otaczał miasto – wiele pięknych ogrodów, aleje dostojnych drzew oraz liczne szpalery żywopłotów.

"Wiodły (one) ku określonym celom, obejmowały w całości różne wiążące się elementy zabudowy. Wszystko sprawiało wrażenie, że drzewa z lasu wkroczyły niejako do tej zielonej osady" – pisała także Halina Matławska w swojej znakomitej monografii Zwierzyńca.

Gimnastycy, którzy wyskoczyli z fraków

To miasto zawsze wyróżniało się na wiele sposobów. W latach 1880-1890 wybudowano tam np. słynną willę, zwaną Plenipotentówką. Ów okazały budynek ufundował XIV ordynat Tomasz Franciszek Zamoyski dla szefów Zarządu Dóbr Ordynacji Zamojskiej, czyli plenipotentów. Gmach powstał na tzw. tarasie zwierzynieckiej Bukowej Góry w modnym wówczas "typie” szwajcarskim

Budowniczym „Plenipotentówki” był Ignacy Aleksander Szymański. Gmach idealnie współgrał z otoczeniem. W skład całego zespołu wchodziła nie tylko ta piętrowa willa w stylu szwajcarskim: z koronkowymi szalunkami, ale także wozownia i stajnie.

Obok owej pięknej willi (czasami nazywa się ją pałacem) wybudowano tzw. zieloną salę, czyli miejsce w którym odbywały się ćwiczenia gimnastyczne. Ustawiono tam m.in. „słup ze szczeblami”, drabinki oraz specjalny drążek „do uprawiania sportów”. Pod koniec XIX w. to była na Zamojszczyźnie zupełna nowość, zapewne nie dla wszystkich zrozumiała.

Możemy się domyślać, że w Zwierzyńcu wykonywano jednak ćwiczenia sportowe nie tylko w wygodnych, modnych i dostojnych pozycjach. Bo czasy się zmieniały. Pod koniec XIX w. uważano np., że przynajmniej godzinę dziennie należy spędzać na świeżym powietrzu. Coraz częściej mówiono też, że ruch wzmacnia „strukturę fizyczną” organizmu oraz psychikę człowieka.

Teoretycy tego okresu (m.in. Jędrzej Śniadecki) promowali całe „systemy gimnastyczne”. Powstawały też pierwsze kluby sportowe i koła gimnastyczne. Kobietom zalecano także, aby coraz więcej zajęć domowych wykonywały same, bez pomocy służby. Chodziło np. o samodzielne... robienie herbaty, czy zakupy.

Na pewno gimnastykę domu plenipotenta w Zwierzyńcu uprawiano w pięknej scenerii i na świeżym powietrzu. Zapewne podawano tam także herbatę, a piękne panie patrzyły z podziwem na dziarskich gimnastyków, którzy właśnie wyskoczyli z szykownych ubrań.

Ordynaccy ogrodnicy dbali także o otoczenie znajdujących się tam budowli i „urządzeń”. Sadzonki drzew i krzewów przywożono w to miejsce m.in. z Florianki (istniała tam tzw. szkółka).

W „Plenipotentówce” mieszkało pięciu kolejnych, ordynackich plenipotentów wraz z rodzinami (pierwszym z nich był niejaki Otton Kubicki, który prawdopodobnie jako jeden z pierwszych w Zwierzyńcu interesowała się ćwiczeniami gimnastycznymi).

Domy pachnące żywicą

W sąsiedztwie „Plenipotentówki” (w 1890 r.) stanęła okazała willa „Borowianka”. Zamieszkał tam wówczas – wraz z rodziną – Hipolit Borowski, szef ordynackiej buchalterii. Willa także stała na malowniczym zboczu. A wchodziło się do niej szerokimi, reprezentacyjnymi schodami. Nie tylko ona stała się kolejną ozdobą miasta.

„Z początkiem XX w. w osadzie zjawiło się wiele domów murowanych. Piękna, drewniana architektura ustępowała bardziej bezpiecznym domom z kamienia i cegły” – pisała nieoceniona Halina Matławska. „Niskie, parterowe domy pachnące żywicą, oddychające całą powierzchnią drewnianych ścian, ciepłe i zaciszne, otoczone drzewami sadów, ogrodzone sztachetami, za którymi latem cieszyła oczy bujność krzewów i kwiatów, izolowane od ulic szpalerami topoli, klonów, jesionów, żywopłotów (...), stanowiły charakterystyczną zabudowę XIX-wiecznego osiedla, gdzie panowały drzewa”.

Jednak nadal dbano o unikatowy charakter osady. „Ponownie urządzono (w tym czasie – przyp. red.) park włączając do niego teren dawnego chmielniska nad Wieprzem i ogrody młynarskie” – pisała dalej pani Halina. „Zwierzyniec, osada urzędnicza i przemysłowa zachowała cechy wielkiego ogrodu”.

Tak jest także dzisiaj. Nie tylko parkowo-ogrodowa atmosfera tej niezwykłej osady pozostała. Tzw. dom plenipotenta nadal jest w dobrym stanie (ma tam swoją siedzibę Roztoczański Park Narodowy). Niestety, dla „Borowianki” los nie był tak łaskawy. Po II wojnie światowej budynek był zaniedbywany przez nowych właścicieli. Efekt? „Borowianka” jest zamknięta i jak informują zawieszone na niej tablice ostrzegawcze: grozi zawaleniem. Zaniedbany jest także m.in. solidny, okazały budynek starej, XIX-wiecznej oberży, który od lat czeka na gruntowne remonty.

Na szczęście nadal pięknie prezentuje się zwierzyniecki kościółek „Na wodzie”, dawny gmach Zarządu Ordynacji Zamojskiej czy choćby miejscowy „stary browar”.

Recykling: drugie życie roweru

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie