Ubek celował do mnie z pistoletu. Jerzy Zacharow wspomina czterdziestą rocznicę wprowadzenia stanu wojennego

Bogdan Nowak
Bogdan Nowak
Zamość. Akcja antyspekulacyjna milicji w Stanie Wojennym. Zdjęcie wykonano w lutym 1982 r.
Zamość. Akcja antyspekulacyjna milicji w Stanie Wojennym. Zdjęcie wykonano w lutym 1982 r. Mirosław Chmiel, ze zbiorów APZ
Udostępnij:
„Ojczyzna nasza znalazła się nad przepaścią. Dorobek wielu pokoleń, wzniesiony z popiołów polski dom ulega ruinie. Struktury państwa przestają działać (…) Już nie dni, lecz godziny przybliżają ogólnonarodową katastrofę” – mówił 13 grudnia 1981 r. generał Wojciech Jaruzelski, w słynnym przemówieniu, w którym informował społeczeństwo o wprowadzeniu Stanu Wojennego. Polska znowu stanęła nad przepaścią.

- Stan wojenny był jednym z najbardziej dramatycznych wydarzeń w naszych dziejach – podkreśla Jerzy Zacharow, społecznik, działacz i opozycjonista z lat 80. ub. wieku z Zamościa. - Nie wiedzieliśmy co z nami będzie, w jakim kierunku potoczą się losy kraju. To wszystko było tragiczne, smutne, niezwykle bolesne.

Czołgi i koksowniki

W nocy z soboty na niedzielę 13 grudnia 1981 r. wprowadzono na terenie całego kraju stan wojenny. Oficjalnym powodem dla takiej decyzji była pogarszająca się sytuacja gospodarcza kraju, a faktycznym – możliwość utraty władzy przez komunistów. Działano bezwzględnie. Na polskie ulice wyprowadzono 70 tys. żołnierzy oraz 30 tys. funkcjonariuszy MSW. Pojawiły się także czołgi, transportery opancerzone, wozy bojowe piechoty i inny sprzęt wojskowy i milicyjny. Zmilitaryzowano wiele instytucji. Wprowadzono także m.in. cenzurę korespondencji, ograniczono możliwość przemieszczania się oraz zarządzono godzinę milicyjną.

Jerzy Zacharow był wówczas przewodniczącym „Solidarności” w zamojskim Przedsiębiorstwie Budownictwa Ogólnego, które nazywano także Kombinatem Budowlanym. Dobrze pamięta tamten czas.

- Wybraliśmy się wówczas do Gdańska na obchody pierwszej rocznicy odsłonięcia Pomnika Poległych Stoczniowców, bo wtedy wypadała. Wyruszyliśmy autobusem, w którym było ponad 30 osób związanych z opozycją – wspomina Jerzy Zacharow. - W Warszawie przyjęto nas w Kombinacie „Wschód”. 12 grudnia 1981 r. odbyliśmy tam spotkanie z załogą. Następnego dnia rano wyruszyliśmy w kierunku Gdańska.

Coś było jednak nie tak. Z okna autobusu pracownicy zamojskiego Kombinatu Budowlanego widzieli przemieszczające się wojskowe pojazdy. Było ich naprawdę dużo, coraz więcej. - Początkowo nie martwiło nas to – mówi pan Jerzy. - Przecież w Warszawie i okolicach stacjonowało wiele jednostek wojskowych. Jednak gdy zobaczyliśmy na ulicach koksowniki (chodzi o stalowe, przenośne paleniska, dzięki którym można było się ogrzać na wolnym powietrzu) oraz rozstawiane namioty wojskowe, wiedzieliśmy, że coś złego się dzieje. Bo po co władzy namioty w grudniu? Nasze przeczucia szybko się ziściły.

Uczestnicy wyjazdu postanowili odwiedzić siedzibę NSZZ „Solidarność” przy ul. Mokotowskiej w Warszawie, aby m.in. zasięgnąć informacji o tym co się dzieje na ulicach Warszawy (telefony już nie działały). Udało im się tam dotrzeć.

- Zobaczyliśmy zdewastowane pomieszczenia Zarządu Regionu Mazowsze „Solidarności”. Wszystko w nich było połamane, porozrzucane, zniszczone, a kable powyrywane ze ścian – wspomina Jerzy Zacharow. - To była robota komunistycznych służb. Zauważyliśmy w sąsiedztwie także wielu zmartwionych Warszawiaków. Gdy nas zobaczono, zaczęto wołać: „Zamość! Przybyły posiłki!”.

Do historycznej siedziby „Solidarności” przy ul. Mokotowskiej w Warszawie 13 grudnia, kilka minut po północy (dokładnie o godzinie 00.05) wdarło się trzystu funkcjonariuszy ZOMO oraz Wydziału Zabezpieczenia Komendy Stołecznej MO. Wybili toporami drzwi frontowe, a potem dokonali rewizji. Zarekwirowano ponad 125 tys. zł, obszerną dokumentację oraz zdemolowano pomieszczenia. W siedzibie „Solidarności” przebywało wówczas kilkanaście osób. Wszyscy zostali aresztowani. Potem, przez cały dzień, przychodzili do tego zdewastowanego miejsca opozycjoniści. Zabierali to, co się jeszcze dało uratować.

Przyszli także po mnie

Autokarem na zamojskich rejestracjach stojącym przed siedzibą „Solidarności” zainteresowała się milicja. Zamościanom polecono udać się na komendę. - Tam dostaliśmy polecenie odjazdu na rogatki Warszawy, w kierunku Lubina. Mieliśmy wracać. I nawet dostaliśmy na to specjalny glejt – opowiada pan Jerzy. - My jednak cały dzień krążyliśmy po Warszawie, bo chcieliśmy przyłączyć się do protestów. Tak rozumowaliśmy. Protestów jednak nie znaleźliśmy. Postanowiliśmy zatem, że nasza delegacja mimo wszystko pojedzie do Gdańska. Pociągiem. Cofnięto nas jednak z dworca. Nie było rady. W końcu musieliśmy wracać do Zamościa.

Wcześniej jednak autobus z zamojskimi opozycjonistami odwiedził siedzibę NSZZ „Solidarność” w Lublinie. - Tam już także wszystko było zniszczone, zdemolowane – wspomina ze smutkiem Jerzy Zacharow. - Trwały również aresztowania opozycji.

Pan Jerzy nie wrócił do rodzinnego domu, ale po powrocie z Warszawy wybrał się na noc do mieszkania swoich ciotek przy ul. Piłsudskiego w Zamościu. Tam dopadła go bezpieka.

- W nocy z 13 na 14 grudnia, pomiędzy godz. 1 a 2 przyszli także po mnie – wspomina. - Dom został otoczony. Wyrwano z hukiem drzwi do mieszkania w którym przebywałem. Weszło tam sześciu ludzi z bronią, a jeden ubek celował do mnie z pistoletu. Skuli mi ręce kajdankami i wsadzili do milicyjnej suki. Nie wiedziałem dokąd mnie zabierają, ale ci co mnie konwojowali, mówili, że „na szerokie tory”. Można było wywnioskować, że jadę na Sybir. Wtedy wszystko wydawało się realne.

Pan Jerzy trafić do Zakładu Karnego w Krasnymstawie. - Przebywałem w tym miejscu dokładnie 360 dni, do 7 grudnia 1983 r. Tam było już wielu innych internowanych, bo więzienie opróżniono z kryminalistów. Mogliśmy się porozumiewać – wspomina Jerzy Zacharow. - A przed świętami wszyscy głośno, chóralnie śpiewaliśmy kolędy, co bardzo nie podobało się władzy. W ten sposób ludzie w okolicy zrozumieli, że w tym więzieniu siedzi opozycja, bo kryminaliści kolęd nie śpiewali. Wieść o tym rozeszła się bardzo daleko.

Szacuje się, że podczas stanu wojennego aresztowano 10 131 działaczy opozycyjnych, w tym 126 z dawnego województwa zamojskiego. W wyniku represji życie straciło ok. 40 osób. Wśród nich było dziewięciu robotników z kopalni „Wujek” (zginęli podczas pacyfikacji strajku). „Jest to potworna, makabryczna kompromitacja dla partii, że po 36 latach sprawowania władzy, trzeba jej bronić siłą milicyjną. Ale przed nami nie ma już nic” – przyznał na początku grudnia 1981 r. gen. Jaruzelski na posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR.

- Komuniści byli zdeterminowani, bardzo groźni. Udało im się na jakiś czas cały naród stłamsić - mówi Jerzy Zacharow. - Prześladowań nie zaprzestano nawet gdy stan wojenny przestał obowiązywać (zawieszono go 31 grudnia 1982 r., a zniesiono - 22 lipca 1983 r.). Mnie np. regularnie wsadzano do aresztu przed różnymi, komunistycznymi świętami: na 24 lub 48 godzin.

Symboliczna msza

W czasie stanu wojennego zamojscy działacze „Solidarności” gromadzili się w kościele ojców Redemptorystów. Organizowano tam wówczas msze za Ojczyznę. To ich podnosiło na duchu. Teraz znowu spotkają się na nabożeństwie w tej starej, zamojskiej świątyni.

- To dla nas bardzo ważne. W rocznicę wprowadzenia stanu wojennego spotkają się w tym kościele byli i obecni działacze oraz osoby z nami związane. Msza rozpocznie się o godz. 17. To będzie dla nas symboliczne. Innych obchodów nie planujemy – mówi Marek Walewander, członek prezydium Zarządu Regionu Środkowo-Wschodniego NSZZ „Solidarność” oraz m.in. zamojski radny miejski.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Nigdy nie patrzyliśmy tak daleko - teleskop Jamesa Webba

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie