Ludzie puchli z głodu, umierali z wycieńczenia. Tragedia obozu przejściowego w Zwierzyńcu

Bogdan Nowak
Bogdan Nowak
Dzieci z ochronki prowadzonej przez Jana i Różę Zamoyskich. Zdjęcie wykonano wiosną 1944 r.
Dzieci z ochronki prowadzonej przez Jana i Różę Zamoyskich. Zdjęcie wykonano wiosną 1944 r. ze zbiorów APZ
Nie wiadomo kiedy zostaną zorganizowane w tym roku obchody rocznicy likwidacji niemieckiego obozu przejściowego w Zwierzyńcu. Dlaczego? W listopadzie zmarł Bolesław Szymanik, prezes biłgorajskiego Stowarzyszenia Dzieci Zamojszczyzny, który był głównym organizatorem cyklicznych uroczystości. Jednak samorządowcy ze zwierzynieckiego UM zapewniają, że o obchodach nie zapomniano.

- Pan Bolesław Szymanik był społecznikiem, propagatorem historii i świetnym organizatorem. Jego śmierć jest niepowetowaną stratą – mówi Urszula Kolman, burmistrz Zwierzyńca. - Miał znakomite kontakty z różnymi organizacjami i prywatne telefony do kombatantów. Wszystkie obchody zawsze były świetnie zorganizowane, dopięte na ostatni guzik. Co teraz? My także o tej ważnej dla naszej społeczności rocznicy nie zapomnieliśmy. Uroczystości na pewno się odbędą.

Ponad 20 tysięcy więźniów!

Obóz przejściowy dla robotników przymusowych w Zwierzyńcu został założony w 1940 r. Jego załogę tworzyli Niemcy oraz Ukraińcy służący w Ukraińskiej Policji Pomocniczej SS. W sumie było to nawet ponad pół setki świetnie uzbrojonych ludzi. Więźniowie przebywali w dziewięciu barakach mieszkalnych, które były ogrodzone zasiekami z drutu kolczastego. Na początku w obozie znalazła się ludność cywilna — głównie mieszkańcy okolicznych miejscowości. Kierowano ich stamtąd na przymusowe roboty do III Rzeszy.

W obozie przetrzymywano także mężczyzn podejrzanych o przynależność do ruchu oporu oraz jeńców francuskich („lager” został podzielony na trzy, oddzielone od siebie „pola”). Był to oddział roboczy z obozu w Rawie Ruskiej. Jeńcy naprawiali drogę prowadzącą ze Zwierzyńca do Szczebrzeszyna i Biłgoraja oraz pracowali w miejscowym tartaku.

Od grudnia 1942 r. obóz w Zwierzyńcu działał już jako przejściowy. Trafili tam mieszkańcy Zamojszczyzny (głównie z powiatów: zamojskiego, biłgorajskiego i tomaszowskiego) wysiedleni ze swoich wiosek w ramach wielkiej, niemieckiej akcji przesiedleńczo-pacyfikacyjnej. Były to całe rodziny, w tym tysiące dzieci. W sumie przez zwierzyniecki obóz przeszło prawdopodobnie ok. 20 tys. osób (niektóre źródła podają liczbę 24 tys.).

Więźniowie byli stamtąd wywożeni m.in. do obozów koncentracyjnych na Majdanku, do Oświęcimia lub na roboty przymusowe do III Rzeszy. Dzieci i starców kierowano do tzw. wsi rentowych w powiatach garwolińskim, siedleckim, łukowskim i mińskim.

„Co dzień w obozie w Zwierzyńcu przebywało od 3 do 10 tysięcy ludzi, a gdy nie mieścili się w budynkach, trzymano ich pod gołym niebem” — pisała Halina Matławska, autorka znakomitej monografii pt. „Zwierzyniec”. „W barakach nie było prycz, ludzie kładli się na podłogę, wszystkich gryzło robactwo — wszy, pchły i pluskwy. Uwięzieni dostawali dziennie po 10 dekagramów chleba, kubek nie słodzonej kawy zbożowej i miskę wodnistej zupy z rozgotowanej marchwi i kaszy jaglanej lub jęczmiennej, w której trudno było dojrzeć krupy kaszy. Ludzie puchli z głodu, a słabi umierali z wycieńczenia. Co rano wyrzucano na plac zwłoki zmarłych, przeważnie dzieci”.

Na ratunek dzieciom!

Mieszkańcy Zwierzyńca za wszelką cenę próbowali więźniom obozu pomóc. To było trudne. Do osób, które np. próbowały przerzucić żywność przez druty strzelali niemieccy strażnicy. O udzielenie pomocy więźniom starał się także Polski Komitet Opiekuńczy. Uzyskał on pozwolenie na pomoc żywnościową. Dzięki temu dwa razy dziennie, w porze obiadowej, wwożono do obozu wojskowy kocioł z zupą.

Taka pomoc była bezcenna. Tylko w ciągu sześciu letnich tygodni 1943 r. wydano więźniom aż 95 tys. porcji zupy, 12,5 tys. kg chleba oraz 6 tysięcy litrów mleka dla dzieci. W kuchni PolKO ofiarnie pracowały kobiety zatrudnione przez ordynację m.in. Anna Radzik, Maria Zajączkowska i Janina Wandycz. O zaopatrzenie dbała rodzina Zamoyskich. Potrzebne na żywność pieniądze, lekarstwa i odzież gromadzili również mieszkańcy Zwierzyńca oraz okolicznych wsi.

Róża i Jan Zamoyscy (to był ostatni ordynat) próbowali wyrwać dzieci z obozu. Ordynat zaapelował do niemieckiego gubernatora Hansa Franka oraz m.in. do wysokich oficerów SS o utworzenie przedszkola dla najmłodszych więźniów. Domagał się także umieszczenia części z nich w zwierzynieckim szpitalu. Rozmawiał w tej sprawie także z Odilo Globocnikiem, szefem SS i policji w dystrykcie lubelskim. Negocjacje nie były łatwe, a Zamoyski wiele w nich ryzykował. Jakimś cudem udało mu się jednak butnego Globocnika przekonać.

Efekt? W lipcu i sierpniu 1943 r. wydostano z obozu 273 dzieci. Ogółem udało się ich uratować ok. 480! Trafiły one do szpitala w Zwierzyńcu (44 z nich tam zmarło). Część dzieci umieszczono natomiast w ordynackiej ochronce. Jako opiekunki ofiarnie pracowały tam: Wanda Cebrykow, Maria Bujak oraz Stefania Kapuśniak. Wszystkie działania, z całych sił wspierała Róża Zamoyska.
Obóz w Zwierzyńcu został zlikwidowany w lipcu 1944 r. W miejscu, gdzie był kiedyś główny, obozowy plac (przy ul. Zamojskiej), wybudowano pod koniec lat 70. ub. wieku kościół rzymskokatolicki p.w. Matki Bożej Królowej Polski. Umieszczono tam, nad ołtarzem głównym, witraże przedstawiające dzieci — więźniów obozu.

Uroczystości w sierpniu

W Zwierzyńcu stanął pomnik upamiętniający ofiary. Pozostała też inna, niezwykle ciekawa „pamiątka”. To jedna z obozowych tablic z niemieckim napisem. Ma ona wielkość ok. 1 metra na ok. 80 cm. Umieszczono na niej napis w języku niemieckim „O.T. Stȕtzpunkt Baugruppe Kirchnoff” (Grupa Budowlana Kirchnoff). Tablica była prawdopodobnie umieszczona przy bocznym wejściu do obozu. Jej treść jest jednak myląca, przewrotna. Wiadomo, przecież jaką funkcję tak naprawdę pełnił ów ponury, niemiecki obóz… Oryginał tablicy znajduje się w jednej z sal ZSDiOŚ w Zwierzyńcu.

Jakiś czas temu, w sąsiedztwie kościoła parafialnego w Zwierzyńcu została odsłonięta pamiątkowa „Brama obozowa”. Na ogrodzeniu z drutu kolczastego umieszczono tablicę informacyjną w trzech językach. Obok możemy zobaczyć także plan dawnego, niemieckiego obozu.

– O tragedii tego miejsca nie wolno nam zapomnieć. Uroczystości rocznicowe planujemy zorganizować w połowie sierpnia – mówi burmistrz Urszula Kolman. – Na pewno ich zapowiedź zostanie odpowiednio rozpropagowana.

Jesienny sojusznik Polaków. Dynia!

Wideo

Materiał oryginalny: Ludzie puchli z głodu, umierali z wycieńczenia. Tragedia obozu przejściowego w Zwierzyńcu - Kurier Lubelski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie