- Wiadomo, że wyjazdy są potrzebne. Ale powinny przynosić jakieś efekty. A tych nie widać - tak Dariusz Piątek, radny miejski (niezrzeszony), komentował podróże Krzysztofa Łątki, dyrektora ratuszowego Departamentu Rozwoju. I zażądał szczegółowych informacji na temat wyjazdów urzędnika, m.in. do Stanów Zjednoczonych i na Ukrainę. Koszty wszystkich wypraw Łątki za ub. rok to ponad 7 tys. zł.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Okazuje się jednak, że w kwestii ilości i cen podróży rekordzistą w Urzędzie Miasta nie jest Krzysztof Łątka, ale Włodzimierz Wysocki, zastępca prezydenta. W ubiegłym roku jego wyjazdy kosztowały ok. 24 tys. zł. - Były one w większości związane ze staraniami Lublina o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury lub z projektem Miasta Międzykulturowe - tłumaczy Wysocki. - Poza tym wiele z nich odbyło się na koszt Rady Europy albo Komisji Europejskiej - dodaje prezydent.

Wyjazdy prezydenta Adama Wasilewskiego kosztowały 11 tys. zł, a jego z-cy Stanisława Fica - 3,5 tys. zł. - Trzeba pamiętać, że koszty delegacji przypisane np. prezydentowi dotyczą także innych osób, które wyjeżdżały razem z nim - zaznacza Andrzej Wojewódzki, sekretarz miasta.

Służbowym samochodem najwięcej kilometrów - 13,5 tys., za blisko 10 tys. zł - przemierzyła zastępca prezydenta Elżbieta Kołodziej - Wnuk. Słynny stał się jej wyjazd na Okęcie, skąd poleciała na urlop do Azji. Po publikacjach prasowych musiała jednak sama zapłacić za koszty tej wyprawy.

W wysokości rachunków telefonicznych przoduje Krzysztof Łątka. W 2009 r. ich koszty wyniosły w jego przypadku ponad 4 tys. zł. Innych urzędników, którzy najwięcej korzystają ze służbowych komórek, dyrektor zostawił daleko w tyle. Elżbieta Kołodziej-Wnuk wydzwoniła na 1,9 tys. zł, Iwona Haponiuk, dyr. Kancelarii Prezydenta - 1,5 tys. zł, a Eugeniusz Janicki, dyr. Wydziału Dróg i Mostów - ponad 1,2 tys. zł. Poza prezydentami i skarbnikiem, urzędnicy mają limity na rozmowy - 100 zł miesięcznie. Dla Krzysztofa Łątki wynosi on 400 zł. - Bo jest dyrektorem departamentu, nie wydziału - tłumaczy Andrzej Wojewódzki. - A jeśli granice zostaną przekroczone, urzędnicy płacą za nadwyżkę z własnej kieszeni - podkreśla Wojewódzki.

W Urzędzie Marszałkowskim największe rachunki telefoniczne ma członek zarządu województwa Arkadiusz Bratkowski. W ub.r. wydzwonił 4,6 tys. zł. Najmniej ze służbowej komórki korzystał Jacek Sobczak - rozmowy kosztowały 1,3 tys. zł. Wśród władz województwa za granicę najczęściej w 2009 r. podróżował wicemarszałek Sławomir Sosnowski. Najdroższe były jednak wyjazdy członka zarządu Marka Flasińskiego. Za trzy wyprawy do Brukseli i jedną do Włoch zapłacono 14,3 tys. zł. - Marszałek Sosnowski podróżuje samochodem. Marek Flasiński w dalsze podróże lata samolotami, dlatego koszty są większe- tłumaczy marszałek Krzysztof Grabczuk. Marszałek województwa jeszcze w ub. r. zapowiadał oszczędności - w związku z mniejszymi wpływami do regionalnego budżetu spowodowanymi przez kryzys. Planował ciąć koszty, m.in. właśnie urzędniczych wyjazdów. Ale wydatki na ten cel w porównaniu z wcześniejszymi latami wcale się nie zmniejszyły.

- Staramy się to ograniczać i jeździmy tylko tam, gdzie to naprawdę niezbędne - zapewnia Grabczuk.

Wiadomości

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!