"Nie wiem, kiedy wrócimy do domu ani czym. Coraz częściej mówią o przeprawie statkiem przez Morze Śródziemne, a potem z południa Europy mają nas wieźć autokarem" . Takiego SMS-a dostał w poniedziałek Piotr Twarowski z Lublina od żony przebywającej w egipskiej Hurgadzie.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
- Ewa miała przylecieć na Okęcie cztery dni temu - relacjonuje jej mąż. - Na początku sobie żartowaliśmy, że kilka dni dłużej popływa w basenach. Ale teraz już nie jest mi do śmiechu, bo nie wiem, kiedy wróci. W poniedziałek zaniosłem do jej pracy podanie o przedłużenie urlopu. Na powrót swoich najbliższych z niepokojem czekają również rodziny 43 lublinian, którzy 9 kwietnia wyruszyli z pielgrzymką do Ziemi Świętej, zorganizowaną przez jedną z lokalnych parafii. Wszyscy mieli wrócić w minioną sobotę. - Mama skontaktowała się z nami - opowiada Agnieszka, córka pani Ireny, która bierze udział w tej pielgrzymce. - Poinformowała nas, że nie ma zielonego pojęcia, kiedy wróci do domu. Coraz bardziej się denerwuje, a my razem z nią. Kiedy lublinianie zaczną wracać do domu? - Czekamy aż pył wulkaniczny nie będzie groźny dla samolotów. Dopiero wówczas przewoźnicy wznowią loty - nie ma dobrych wieści Krzysztof Piątek, prezes firmy Neckermann Polska.

- Wydłużony pobyt za granicą może być dla turystów utrudnieniem, ale zostali oni otoczeni dobrą opieką. Zapewniliśmy wszystkim noclegi i wyżywienie. Paraliż lotniczy jednym przymusowo wydłużył pobyt, innym natomiast pokrzyżował urlopowe plany. - We wtorek rano miałam lecieć z mężem i dzieckiem do Egiptu. Czekam na sygnał od biura podróży. Nie wiem, czy zrezygnować, nie wiem też, ile na tym stracę - denerwowała się w poniedziałek po południu Dorota Morawska. Lidia Baran-Ćwirta, lubelska rzeczniczka praw konsumenta, wyjaśnia, że z powodu nadzwyczajnych zdarzeń straty ponoszą nie tylko przewoźnicy i biura podróży, ale także klienci. - Wszystko zależy od tego, co zostało zapisane w ogólnych warunkach konkretnych umów zawieranych pomiędzy biurem podróży a klientem. W takich okolicznościach nikogo nie można obciążyć winą. - Ale pech!- złościł się Kamil Franaszczuk. - Za parę dni muszę być w Sztokholmie. Mam pilną sprawę rodzinną. Nie wiem, czy w ogóle uda mi się dostać do Szwecji.

Kamil miał zarezerwowany bilet na samolot na wtorek rano. W poniedziałek cały dzień szukał innych połączeń. - Samolot kosztował mnie 80 zł, za pociąg do Gdańska i prom musiałbym wydać ponad 300 zł, ale co z tego, jak nie było już biletów - podsumował. W poniedziałek były też problemy z kupieniem biletów na pociągi z Warszawy do Berlina i Amsterdamu. Przed kasami PKP, także w Lublinie, ustawiały się kolejki jak za czasów PRL.

Wiadomości

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!