Nerwy pasażerów, gwizdki kolejarzy i zablokowane tory na stacji w Motyczu. Tak wyglądał dzisiejszy protest związkowców z lubelskiego Oddziału Polskich Linii Kolejowych. W wyniku ich akcji opóźnienia zanotowały cztery połączenia.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
- Ten protest tak naprawdę uderza w pasażerów. Trzeba rozmawiać a nie blokować tory - mówił na dworcu PKP w Lublinie Łukasz Jaroniec, jeden z pasażerów. Początkowo akcja związkowców miała odbyć się w tym miejscu. Wczoraj zapadła jednak decyzja o przeniesieniu jej do Motycza. Tutaj zablokowano tory. Tuż przed stacją stanął pociąg relacji Lublin-Bydgoszcz. Pasażerowie stali na peronach i przyglądali się blokadzie. - Nie wiem czy to im cokolwiek pomoże, poza tym, że zdenerwują wszystkich podróżujących - powątpiewał w skuteczność protestu Paweł Czeżuch, który jechał do Wrocławia.

Tymczasem przedstawiciele związków przekonywali, że celowo wybrali tę porę aby utrudnień było jak najmniej. - Gdybyśmy zaprotestowali wczoraj, kiedy wiele osób wracało ze Świąt albo dzisiaj rano, to zablokowalibyśmy o wiele więcej pociągów - mówił Marek Kołodziejczyk, przewodniczący Związku Zawodowego Kolejarzy LZK w Lublinie. - Tych, których dotknęła nasza akcja za pośrednictwem mediów jednak przepraszamy.



Związkowcy walczą o podwyżkę 150 zł brutto na osobę. Zarząd Polskich Linii Kolejowych zaproponował im 106 zł. Do tej pory prowadzone rozmowy nie przyniosły porozumienia. - W obliczu niestabilnej sytuacji gospodarczej, a co za tym idzie niepewnej wysokości przychodów spółki, Zarząd stoi na stanowisku, że podwyżka wynagrodzeń może być dokonana tylko w takiej kwocie, jakiej regularne wypłacanie będzie możliwe. Możliwa do realizacji to 106 zł na jednego pracownika - przedstawił stanowisko zarządu PLK Krzysztof Łańcucki, rzecznik prasowy PLK. I tłumaczy, że spełnienie żądań związkowców wymagałoby wygospodarowania 30 mln zł, a to byłoby możliwe tylko wtedy gdyby w grę wchodziły zwolnienia.

Od godziny 12 trwa kolejna tura rozmów. - Mamy nadzieję, że doprowadzą do uzgodnienia wspólnego stanowiska - mówi Łańcucki.

Wobec braku porozumienia, związkowcy zapowiadają podjęcie dalszych kroków protestacyjnych - Kolejnym będzie strajk generalny na jednym z węzłów komunikacyjnych w Warszawie - zapowiedział Marek Kołodziejczyk.

Dzisiaj podobna jak w Motyczu akcja odbyła się we Włoszczowie oraz w Gdańsku.

Pasażerowie mogą starać się o odszkodowanie

Jeżeli w wyniku protestu kolejarzy pasażer poniósł szkody, może domagać się odszkodowania. Jak dowiedzieliśmy się wczoraj w biurze prasowym PKP Intercity, który jest przewoźnikiem na trasach międzywojewódzkich, istnieje możliwość ubiegania się o odszkodowanie. Kamil Migała z PKP Intercity tłumaczy jednak, że cała procedura może okazać się zawiła. - Jeżeli trafią do nas wnioski o odszkodowanie, to oczywiście będziemy musieli się nimi zająć. Ale to nie my ponosimy odpowiedzialność za środowe opóźnienia. Wynikły one na skutek działania osób trzecich - tłumaczy Kamil Migała.

To z kolei oznacza, że jeśli do PKP Intercity napłyną wnioski o odszkodowanie, to przewoźnik zwróci się z tą sprawą do spółki Polskie Linie Kolejowe, bo to jej pracownicy są odpowiedzialni za wczorajsze opóźnienia.

Żeby ubiegać się o odszkodowanie trzeba ściągnąć i wypełnić pismo, które znajduje się na stronie internetowej www.intercity.pl. Do niego trzeba koniecznie dołączyć oryginalny bilet zakupiony na opóźniony przejazd. Jeśli dołączymy jego kopię, to nasz wniosek nie zostanie rozpatrzony. Pismo wraz z takim załącznikiem można wysłać pocztą albo złożyć w centrum obsługi klienta PKP Intercity.

Wiadomości

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!